|
|
| Wiadomość wydrukowana ze stron: praca.wp.pl |
| Wyspa samotnych matek | 2008-05-20 (14:33) | ||
Są dzielne, pełne optymizmu i woli walki o lepsze jutro dla siebie i swoich dzieci. To właśnie z myślą o nich, podjęły trudną decyzję o wyjeździe z kraju. Mowa tu o samotnych matkach, które musiały wyemigrować Danusia ma 46 lat. Samotnie wychowuje, jak żartuje, półtora dziecka, ponieważ starsza z córek Adriana jest już mężatką i właściwie się już usamodzielniła, ale na pomoc mamy może nadal liczyć, młodsza Natalia jest teraz w drugiej klasie liceum. Dla Danusi kobieta, której samodzielnie przyszło wychowywać dzieci w naszym kraju nie ma szans na godne życie. - W Polsce kobieta będąca samotną matką, właściwie nie może liczyć na żadną pomoc socjalną, nie dość, że trzeba mieć bardzo niskie zarobki to jeszcze do wypełnienia jest mnóstwo papierów i trzeba zdobyć stertę zaświadczeń. Jest to tydzień chodzenia i dopiero „być może” podanie zostanie rozpatrzone, a te pieniądze są naprawdę grosze. - Mnie raz udało się dostać rodzinne, ale jest tego tak mało, że właściwie starcza na trampki, z których po trzech tygodniach biegania wychodzą dziecku palce - dodaje Mariola, która po śmieci męża została sama z synem. Lucyna jest matką trzynastoletniego Zbyszka, oni również od wielu lat muszą liczyć tylko na siebie. - Nienawidzę tych wszystkich urzędów, za każdym razem czuję się tam jakbym szła żebrać, czy to nie jest niesprawiedliwe? Nie dość, że człowiek musi sobie radzić sam, być ojcem i matką w jednej osobie, to na każdym kroku rzucane są kłody pod nogi. Zderzenie z samotnością Kiedy człowiek staje przed sytuacją, w której wie, że jest skazany tylko na siebie, a od jego decyzji zależy przyszłość jego dzieci jest w stanie znieść bardzo wiele. - W każdej matce jest bezwarunkowa miłość do swoich dzieci i to ona motywuje do działania. Jeśli kobieta zostaje sama to poczucie obowiązku się zwiększa, również odpowiedzialność wydaje się być większa kiedy ma się świadomość, że dzieci mogą znaleźć oparcie tylko w tobie- mówi Danusia. Mariola dodaje. - W takich momentach po prostu nie ma wyjścia, wiesz, że musisz dać sobie radę. Syn miał sześć lat gdy zmarł mąż, obydwoje musieliśmy się z tym zmierzyć. Lucyna woli radzić sobie sama. - Wolę żyć ze świadomością, że to ja o wszystko muszę walczyć. Od ojca Zbyszka nigdy niczego nie dostałam, on był balastem, który ciągnął mnie w dół. Cieszę się, że udało mi się od niego uwolnić. Trudna decyzja Wyjazd z kraju jest dla wielu samotnych matek ostatnią deską ratunku i niestety często łączy się z rozłąką z dziećmi. - Ja nie mogłam udźwignąć tego wszystkiego. Moja pensja nie wystarczała na bieżące wydatki, chodziłam do lombardu, pożyczałam pieniądze, gdy otrzymywałam wypłatę zwracałam długi i tak z miesiąca na miesiąc się kręciło. Dziewczyny rosły, starsza córka poszła na studia i naprawdę nie miałyśmy, za co żyć. Decyzję o wyjeździe podjęłam po tym jak zabrano mi zasiłek rodzinny. Stwierdziłam, że jeśli teraz jestem zmuszona biegać do lombardu to bez tego zasiłku nie wiem, co z nami będzie. Moje córki były ze mnie dumne, że mam tyle odwagi by wyjechać do obcego kraju. Myślę, że wiedziały, że to wszystko robię z miłości do nich- wspomina Danusia. Takie chwile zostają w pamięci do końca życia. - Pamiętam jak po trzech miesiącach pobytu w Irlandii odebrałam maila od córki, którego wysłała mi dzień przed moim wylotem obserwując mnie jak spałam. Napisała : “Mamo, śpisz spokojnie, uśmiechasz się przez sen, chyba wszystko będzie dobrze”. Gdy to przeczytałam nie byłam w stanie powstrzymać łez- ze wzruszeniem wspomina Danusia. Mariola w Polsce prowadziła własną działalność rzemieślniczą -zakład jubilerski- mimo tego ciężko jej było związać koniec z końcem. Siedem miesięcy temu podjęła decyzje o wyjeździe. - Moja sytuacja jest o tyle dobra, że mogłam syna zostawić z mamą, wydawało mi się, że do mojego dziecka nie do końca docierało, że wyjeżdżam. Jest chłopcem i nie potrafi okazywać swoich uczuć i emocji, ale pamiętam, że gdy miałam wsiadać do samolotu, wysłał mi sms-a Mamo kocham Cię i to mi wystarczyło za wszystkie słowa. Lucyna do Irlandii przyleciała z synem. - Moja decyzja o wyjeździe podjęta została spontanicznie. Zmotywowały mnie ciągłe problemy finansowe. Przed wyjazdem otrzymałam decyzję z urzędu miasta, że moja pensja woźnej w szkole - przekracza kwotę kwalifikującą mnie do otrzymania zasiłku rodzinnego na dziecko. Jak to jest możliwe? Nie wiem komu te pieniądze są przyznawane i kto się na nie kwalifikuje. W Irlandii każda matka może dostać taki zasiłek, a jego wysokość zależy od zarobków. Pierwsze chwile w Irlandii - Ja byłam wściekła, że muszę wyjeżdżać, pamiętam nawet, że nosiłam się z zamiarem napisania listu do pana prezydenta, wtedy jeszcze Kwaśniewskiego, z pytaniem, dlaczego ja, samotna matka, muszę zostawiać moje dzieci i jechać w nieznane za chlebem? To tak bolało. Jak każdy na początku natrafiłam na problemy z mieszkaniem i poszukiwaniem pracy ale pomogło mi tu wielu ludzi i udało mi się usamodzielnić. Z tych pierwszych chwil zapadł mi w pamięć jeden moment, gdy pierwszy dzień poszłam do pracy gdzie miałam sprzedawać gazety, na ulicy zatrzymał się tir z polską rejestracją i jakimiś polskimi napisami i jak ja te napisy zobaczyłam to taka we mnie żałość wezbrała, że nie byłam w stanie zapanować nad łzami no i płakałam tam w te gazety- wspomina Danusia. Mariola szybko przystosowała się do nowych warunków. - Ja zawsze pracowałam z ludźmi i potrafię sobie dawać radę w trudnych sytuacjach, dlatego bardzo szybko się tutaj odnalazłam. Miałam ten komfort, że na początku pomógł mi kuzyn, a znajoma znalazła mi pracę. Lucyna poczuła się wolna. - Poczułam, że nasze życie odmienia się na lepsze, że dostaję skrzydeł, że jestem w stanie przenosić góry. Główną przeszkodą jest dla mnie nieznajomość języka, to też sprawiło, że miałam ograniczone pole możliwości podczas poszukiwania pracy, interesowały mnie tylko polskie ogłoszenia. Po miesiącu współlokatorka znalazła mi pracę i jakoś wszystko się poukładało. Tak wiele się traci Gdy najbliższe osoby nie są przy nas uświadamiamy sobie, że coś ważnego nam umyka. Danusi żal tych wszystkich ważnych momentów. - Traci się bardzo dużo, traci się chwile i to jest nie do odzyskania, gdyby to nie było koniecznością żadna z nas by nie wyjechała. Moja starsza córka w tym roku urodziła Danielka - mojego pierwszego wnuczka - mnie przy tym nie było i przykro mi z tego powodu. Bardzo martwię się o moje córki, nigdy się nie ma pewności czy jak mówią przez telefon, że wszystko dobrze to czegoś nie ukrywają lub czy coś złego im się nie dzieje. Mariola czuje, że krzywdzi swojego syna. - Filip ostatnio poszedł na wagary. Gdy zapytałam, dlaczego? Powiedział, że przez to, że wyjechałam. Takie słowa bolą. Już nie mogę się doczekać, kiedy będzie tutaj ze mną, na szczęście to już nie długo. Powroty Rozłąka sprawia, że docenia się każdą chwilę spędzoną z bliskimi. Danusia całą sobą stara się zrekompensować córkom swoją nieobecność. - Gdy przyjeżdżam do Polski, to zwykle na dwa, trzy tygodnie, tak żebyśmy zdążyły się sobą nacieszyć. Gotuję dziewczynom, piekę ciasta, staram się żeby było mnie wszędzie pełno. Jak śpimy z córką to trzymamy się za ręce. Mimo tego, że dziewczyny już dawno mnie przerosły to lubią usiąść mi na kolana i przytulić się. Ten wyjazd zbliżył nas do siebie jeszcze bardziej - z uśmiechem opowiada Danusia. Lucyna podjęła decyzję o powrocie do kraju. - Żyje się tutaj faktycznie łatwiej, ale nie jest to kraj, w którym chciałabym zamieszkać. Jest taniej, spokojniej, ale tęsknię, Zbyszek kończy teraz szóstą klasę, rozpoczyna się nowy rozdział w jego życiu. Jeśli nie wróciłabym teraz, musiałaby wrócić dopiero po ukończeniu jego edukacji, czyli co najmniej za sześć lat i też nie mam pewności, że dałby radę na studiach w Polsce. Szkoły polonijne działają tylko jeden dzień w tygodniu i blok humanistyczny jest niestety bardzo okrojony. Poza tym Zbyszkowi trudno przystosować się do nowej rzeczywistości, sprawia mi wiele kłopotów wychowawczych. Nie chcę obarczać swoimi problemami obcych ludzi, a na wynajęcie mieszkanie samej mnie nie stać. Udało mi się zarobić jakieś pieniądze, spróbuję coś rozkręcić w kraju. Marzenia Życie nauczyło je twardo stąpać po ziemi, mimo tego nie wyzbyły się swoich małych, wielkich marzeń. - Ja lubię sobie wyobrażać, że cała moja rodzina jest ze mną, że świeci słonko, a ja z Danielkiem idę na spacer. Cały czas mam nadzieję, że do mnie przyjadą. Zięć świetnie zna angielski także na pewno by sobie tutaj poradzili, a moja młodsza córka miałby dużo łatwiejszy start - mówi Danusia. Lucynie marzy się mała kawiarenka. - Taka malutka kawiarenka to by było coś, w czym bym się spełniła, piekłabym pyszne ciasta i parzyła najlepszą kawę w Łodzi. Wiem nawet jakbym ją urządziła. Moim marzeniem jest również to żeby Zbyszek miał łatwiejsze życie niż ja, żeby się uczył i został kimś. Mariola marzy o dalekich podróżach. - Właściwie to moje marzenie o podróżowaniu zaczynam już realizować, właśnie wybieram się ze znajomą do Egiptu. Będąc tutaj najbardziej pragnęłam żeby Filip mógł już być ze mną i to również niedługo się spełni. Myślę, że najważniejsze jest zdrowie, jak ono jest to jest sił do pracy i działania, wtedy żadne przeciwności losu niestraszne. Kasia Dziewa (Polska Gazeta, Irlandia) |
|||
| (Polska Gazeta) | |||