Po raz pierwszy od ponad 15 lat liczba
nowych członków związków zawodowych zaczyna przewyższać liczbę
rezygnujących i tych, którzy odeszli np. z powodu przejścia na
emeryturę - informuje "Życie Warszawy".
Warunki panujące w niektórych firmach są tak fatalne, że ludzie
zaczynają organizować się w związki. Dochodzą do wniosku, że to
dla nich jedyny ratunek - wyjaśnia Krzysztof Zgoda z NSZZ
Solidarność.
Do związków zaczynają przystępować pracownicy zakładów, w których
jeszcze kilka lat temu taka działalność była nie do pomyślenia:
personel supermarketów, firm ochroniarskich, zagranicznych firm
produkcyjnych.
W ubiegłym roku do Solidarności przystąpiło ok. 16 tys. nowych
działaczy. To o ponad 10 tysięcy więcej ludzi niż dwa lata
wcześniej.
Szacunki na ten rok są jeszcze bardziej
optymistyczne, a wszystko wskazuje na to, że w przyszłym roku po
raz pierwszy od 15 lat więcej osób przystąpi do związku, niż z
niego odejdzie - przewiduje Zgoda.
Na brak zainteresowania nie narzeka też Ogólnopolskie
Porozumienie Związków Zawodowych. Ostatnio prezydium OPZZ co
miesiąc decyduje o przyjęciu od dwóch do pięciu nowych organizacji
zawodowych, z których każda liczy minimum 10 członków.
Wiesław Siewierski, szef Forum Związków Zawodowych, trzeciej co
do wielkości centrali związkowej, informuje, że jego organizacja
jeszcze trzy lata temu miała nieco powyżej 300 tys. członków.
Teraz jest to ponad 500 tys. i wciąż zgłaszają się nowe organizacje - mówi.
Powrotu do świetności z lat 80. raczej jednak nie będzie.
Solidarność zrzeszała wówczas 10 mln ludzi. W 1989 r. było ich już
tylko trzy miliony i po transformacji liczba ta zaczęła spadać. W
ubiegłym roku wyniosła ok. 720 tys. (PAP)
Więcej:
Życie Warszawy - Związkowcy kontratakują