fot. Imperial CinePix
To on: twój przeciwnik, wróg stojący zawsze w opozycji do pracowników - szef. A może nie musi tak być? Jak wspaniale by było, gdyby można było dopasować osobowość szefa do siebie... a przynajmniej wiedzieć, z jakim typem najlepiej się współpracuje.
Szef to też człowiek (wbrew pozorom), toteż ma on zarówno plusy swojego charakteru, jak i jakieś przywary. Jeśli się zastanowić, każdy jest w stanie wskazać w swoim doświadczeniu zawodowym takiego szefa, z którymi praca przebiegała gładko i przyjemnie, ale zapewne głębiej wbił się w pamięć ten, z którym zachodziły jakieś nieporozumienia. Dziś wspominamy go jako szefa z piekła rodem, co najmniej tak okrutnego, jak Miranda Priestly z filmu „Diabeł ubiera się u Prady”. Gdyby tak wybierając nową pracę, dało się wybrać i osobowość szefa... niestety, dostaje się go niejako w pakiecie z posadą, ale można zawczasu sprawdzić, jaki szef najbardziej odpowiada naszym preferencjom.
Tak, to w dopasowaniu tkwi sedno udanej współpracy. Jak się okazuje, nawet Miranda Priestly może być dla kogoś wymarzoną szefową. Decyduje o tym jedynie to, czy pracownik, który przecież nie zawsze jest potulnym barankiem, jak i przełożony, któremu zdarza się rzucać mięsem z gabinetu, mają równie niskie natężenie cechy ugodowości. Dwa minusy dają plus, toteż, współpraca dwóch ludzi nastawionych na forsowanie swoich racji paradoksalnie może skutkować lepszą efektywnością!
Ta śmiała teoria ma swoje poparcie w badaniach naukowych przeprowadzonych przez holenderskiego psychologa – Gerbena Van Kleefa. Stwierdzono w nich, że niepokorni pracownicy są lepiej motywowani przez wysoce cholerycznych liderów, którzy swoje polecenia wydają rozkazem. Za to osoby o umiarkowanym poziomie ugodowości odbierają taki sygnał za negatywny i wolą, gdy przewodzi im równie stonowana osobowość.
Te gniewne postacie mogą jednak mocno stresować łagodne osoby. Dodatkowo konflikt na linii pracownik – szef może spotęgować taki czynnik, jak płeć przełożonego. Zbadali to kanadyjscy uczeni zastanawiając się, co (a raczej kto) wpływa na złe samopoczucie osób aktywnych zawodowo. Wyniki niech przemówią do wyobraźni każdej managerki: otóż zła szefowa może przyprawić o ból głowy – i to dosłownie. Pracownicy, którzy skarżyli się m.in. na tę dolegliwość, a także na stres, zmęczenie i poczucie niepokoju, pracowali pod okiem kobiety. Co ciekawe, to właśnie panie mają problemy z szefową, zaś panowie nie odczuwają tak silnych objawów fizycznych przez współpracę z przełożoną. Mimochodem znów powraca postać Mirandy Priestly, której rządy mocno odbiły się na bohaterce będącej jej podwładną. Może gdyby jej szefem był chociaż dr House, nie straciłaby tylu nerwów.
Nasza subiektywna ocena osoby szefa może jednak nie współgrać z jego rzeczywistą skutecznością. Jest tak, gdy przełożony ma zadatki na narcyza, a my oceniamy go jako człowieka na właściwym miejscu. Można powiedzieć, że z pewnością ma on dobry PR, skoro mami nas swoim profesjonalnym wizerunkiem, o które – zgodnie z definicją narcyzmu – bardzo zabiega. Jednak sprawa jest nieco bardziej złożona i znów została dokładnie opracowana przez psychologów.
Przeprowadzono eksperyment, w którym grupom mającym wybrać najlepszego kandydata do pracy, przydzielono liderów o różnej skali narcyzmu. Do wyboru najlepszego kandydata niezbędna była komunikacja między uczestnikami, którym ujawniano po jednej lub więcej informacji na temat kandydatów. W grupach, którym przewodniczyli narcyzi, dokonywano najgorszych wyborów, gdyż przeszkodą w przepływie informacji było... ego lidera, który nie zdawał się na zdanie podwładnych. Mimo to narcyzi cieszyli się dużym autorytetem wśród zespołu. A więc jednak PR zadziałał. Można więc oceniać dobrze swego szefa, ale lepiej mieć oczy szeroko otwarte i czuwać, czy nie pociągnie nas on ze sobą na dno.