Emanowanie seksem, świecenie biustem i noszenie spódnicy ledwie zasłaniającej pupę, nie w każdym miejscu pracy jest dobrze widziane. Jakie zdanie na ten temat mają urzędy czy sieci restauracyjne, do których chętnie przychodzą całe rodziny? Czy seksowna niania ma szansę na pracę?
Około 75 procent wszystkich informacji ze świata zewnętrznego dociera do nas przez zmysł wzroku. Poza tym mamy skłonność do dokonywania ostatecznej oceny drugiej osoby na podstawie tego, jak ona wygląda.
Czy wiesz co sobą reprezentujesz?
Strój jest naszą wizytówką i bez wątpienia wyraża nasz indywidualizm. Nie wolno jednak zapominać, że zawsze powinien być adekwatny do zajmowanego przez nas stanowiska. Musimy być wiarygodni w tym jak wyglądamy i co chcemy sobą reprezentować.
- W naszej firmie obowiązuje dress code – opowiada Elżbieta, kierownik w dużym banku. – Każdy wie, że podstawą garderoby jest zakrywająca kolana spódnica i żakiet, spodnie z żakietem oraz sukienka o prostym kroju, najczęściej princeska. Każdy, kto do nas przychodzi, automatycznie godzi się na ten swego rodzaju „klasztorny” strój. Sama się tak ubieram i takiego stroju wymagam od swoich podwładnych.
W przypadku pracowników banku stonowany ubiór może pomóc w wykreowaniu wrażenia ładu i systematyczności. To główny powód, dlaczego w tego typu firmach nie ma miejsca na szaleństwo i eksponowanie swojej seksualności. Podobnie jest w urzędach, których pracownicy nie mogą pozwolić sobie na ekstrawagancję.
Dodatkowy atut
Ale co z urodą? Czy ona może przeszkodzić? Czy pracodawcy zaznaczają swoje preferencje w ogłoszeniach, a może odkrywają karty na rozmowach kwalifikacyjnych?
- Wzmianki o aparycji nie są karalne, tak jak przejawy dyskryminacji pod względem rasy, płci, czy wieku itp., więc gdzieniegdzie można znaleźć informacje o tym, że „miła aparycja będzie dodatkowym atutem” - tłumaczy Artur Ragan z Work Express. - Kryterium w rekrutacji mają być umiejętności i doświadczenie, a nie wygląd. Wszelkie tego typu dopiski w ofertach pracy uważam za niestosowne. Inna rzecz, że pracodawcy w trakcie procesu rekrutacyjnego mogą i często biorą pod uwagę prezencję, ale swoje decyzje uzasadniają względami merytorycznymi.
„Journal of Experimental Social Psychology" publikował zakrojone na szeroką skalę badania niemieckiej psycholog, prof. Marii Agthe, która stwierdziła, że jeśli osobą prowadzącą rozmowę kwalifikacyjną jest przedstawiciel tej samej płci, uroda może stać się dużą przeszkodą. Nie liczą się nawet kompetencje. Zaledwie 11 proc. uczestniczących w badaniu kobiet decydowało się na zatrudnienie atrakcyjnej przedstawicielki swojej płci, przy czym prawie 55 proc. zatrudniłoby na jej miejsce przystojnego mężczyznę.