AAA
2011-11-10 (10:42)G... prawda. Wystarczy posłuchać wywiadów z Polonią z czasów II Wojny Światowej... po czterdziestu, pięćdziesięciu latach emigracji i praktycznym odcięciu od Ojczyzny usłyszycie piękną, wzorową Polszczyznę. Ale ci sami ludzie równie płynnie mówią po angielsku, na dodatek nie kalecząc brytyjskiej gramatyki! Za to współcześni emigranci zarobkowi po pół roku pobytu w "jukeju" zapominają "odmieniować" po "polskiemu"... zgroza, smutek, obrzydzenie...
Mili państwo,jeśli chodzi o emigracje to są ludzie i ludziska,tak jak wszędzie .Od paru lat jeżdżę na wakacje w okolice Ashford (Kent) gdzie spotykam dużo Polaków którzy potrafią się zachować i jest to bardzo miłe;)pozdrawiam wszystkich w UK.Lecz czasami zdarzają się wyjątki które polecam omijać wielkim łukiem.Dlatego przez takie WYJĄTKI nie należy oceniać całego środowiska
emigracja wyspowa to w 99% chamy i prostaki bez wykształcenia i znajomości języka. Pracuję na wyspach 3 dni w tygodniu, nie asymiluję sie ani z tymi loklanymi wiesniakami, ani Polską chołotą tylko zamykam sie w mieszkniu po dyżurze i odsypiam. Odcinam się od wszelakich przejawów polskości, Latam do Niemiec, a dalej samochodem 250km choć do lotniska w PL 80km. Po prostu nie jestem w stanie znieść tego polskiegoo bydła wokól w samolocie przez 3 godziny. Nigdy w życiu bym nie zamieszkał tam na stałe właśńie przez Polonie..Jan na razie wybieram 2 loty w tygodniu i 10tys euro do kieszonki a nie 2 etaty w Polsce za 80 zeta brutto. Co ponglisze chamy jedne chciałoby sie tak zarabiać w wieku 34 lat co:)
Autor (MR/AS)tego pseudoartykulu przedstawia sie jako expert w dziedzinie j. angielskiego. Jak to latwo mu krytykowac angielszczyzne Polakow w Anglii, udajac experta. Jezyk tych rodakow pracujacych w Anglii jest weryfikowany za kazdym razem kiedy cos mowia lub probuja powiedzic po angielsku. A autor tego paszkwila sie chwali swoja znajomoscia angielskigo przytaczajac: "basket", "contract", "form", "direct debit", itp, itd. A moze panie autorze zajalby sie pan takimi tworami jezykowymi w polskiej rzeczywistosci jak: "curriculum vitae", " diler" i im podobnymi. Zebys autorze nie myslal, ze ja znam angielski jak rodacy, z ktorych probujesz sie nasmiewac: Does your stupid name at the end of your moronic article MR/AS mean Mr Ass? Most likely... If your employer pays you to write such smut, the whole outfit you write for must be just one huge garbage landfill...
A w Warszawie mowia: "TOPOWE HITY LIFTINGOWANYCH CELEBRYTOW SWINGUJACYCH w PUBACH FUL PERFORMEROW i OLDSKULOWYCH DIZAJNEROW...KUL..." nawet tzw. dziennikarze z "topowych" portali z wiadomosciami co rusz, to wtracaja modne, angielskie slowko...ale coz...latwiej jest zauwazyc i posmiac sie z tych z UK, lub z Chicago, niz spojrzec krytycznie na swoj wlasny zascianek...
ja mieszkam kilka lat w Poznaniu (przenioslem sie z innego miasta) i nie używam tego poznanskiego slangu: pyry- kartofle, siano - kasa, wuchta- duzo czegos, dusić - naciskac itd. Nie używam tego bo moim zdaniem brzmi to strasznie wieśniacko.
w Poznaniu mowia "pyry".Jak Lublinianin przeniesie sie do Poznania,to po pol roku tez bedzie mowil "pyry",a nie kartofle.
Male sprostowanie : Direct Debit to nie jest stale zlecenie. Direct Debit to 'polecenie zaplaty' w Polsce niezbyt popularne, bo pozwala firmie pobrac dowolną , określoną pewnym odgórnym limitem kwotę, a kto z nas ma zaufanie to Polskich kontrahentów ?
mysle,ze ten problem dotyczy Polakow,slabo poslugującym sie jęz,polskim. Nie zna ani polskiego ani zadnego innego
najlepsze co słyszałem w NY muchowanie- wyprowadzka łolanga - kątownik przyscienny sufitu podwieszanego
To samo mozna powiedziec o polakach w Polsce, malpujacych usilnie znajomosc jezyka angielskiego.Nie mowie o modzie smarkaterii lecz o ludziach na " swiczniku" lacznie z cala plejada pseudo - pismakow.
eee, luknij przez window i czeknij czy moj kar stoi na stricie ;)
tak,posluguja sie slangiem a gdy trzeba zbudowac poprawnie gramatycznie zdanie w j.angielskim to nie potrafia,zalosne
jest to największe wieśniactwo takie gadanie i co gorsza robi to podejrzewam z 90% polaków za granicą (pozostałe 10% to fluent speakers). To ma być dostosowanie się do warunków w anglojęzycznym kraju? NIE! To po prostu klepanie sobie mary przed ludźmi,którzy język znają i nie muszą się posługiwać spolszczonymi angielskimi słowami
A w polsce co? policja sprawdzila bilingi,warszawscy deweloperzy,OK w filmach to co drugie slowo. Jeszcze jedno,co to za piekne polskie slowo weekend i jak sie to po polsku pisze,moze" likent"durnie.Jak nie uzywac to wcale a tym bardziej sie z tego smiac,banda hipokrytow.
A ja Wam moi drodzy emigranci życzę jak najlepiej, abyście zarabiali w spokoju na wyspach lub innych krajach - nawet gdy czasem trudno, nie wstydzili się Polski, dawali swoją postawą przykład innym godny do naśladowania i pamiętali że jesteście dla Polski ambasadorami - każdy z Was. Wrócice za kilka lat kupicie mieszkania za gotówkę a kredytowym frankensztajnom opowiecie jak to ciężko było pracować za granicą, że łatwo nie było ale że w końcu coś macie bo tu ciężką i uczciwą pracą ludzie się bogacą.
A wszystko to dzięki donkowi i jego bandzie nierobów !!!
"zamiast transfer by można było użyć słowa "przelew"" można byyyy tylko czemu dziennikarze będąc w kraju nie mówią że- piłkarz zmienia zespół odchodząc z drużyny X a dochodząc do Y? tylko piszą coś w stylu dojdzie do "transferu"(po polsku przejścia) zawodnika do klubu Y (club? drużyna/zespół!)
Mała rada - chcecie mówić po angielsku - nie bójcie się zapisywać do szkół w UK. Dwie rzeczy załatwiacie w ten sposób za jednym razem - macie brytyjski papier, który tutaj liczy się najbardziej, oraz poprawiacie angielski. Wykładowcy mówią czystym"BBC English", czy to w Londynie, czy szkockim Edynburgu, więc nie ma problemów ze zrozumieniem. Cena również nie powala - rok college kosztuje około 1500 funtów, więc np. na dyplom HNC z inżynierii, co zajmuje dwa lata studiowania, majątku się nie wydaje. Polska matura jest wystarczającym kryterium wstępnym. Dwa lat mijają szybko, a później zarobki są wyraźnie wyższe - spokojnie powyżej 30kpa i problemu ze znalezieniem pracy nie ma. A znajomości nawiązane w szkole czasem okazują się bezcenne.

