Największe szanse na pracę w Niemczech, oprócz polskich opiekunek i pracowników sezonowych, mają nasi fachowcy zajmujący się remontami domów i mieszkań. Niestety, wielu z nich, nawet po otwarciu rynku pracy, nadal zamierza pracować na czarno.
- Nie ukrywam, że nie założyłem własnej działalności. Wszystko z powodu kosztów związanych z odprowadzaniem podatków i składek na ubezpieczenie - mówi Marek, który od pięciu lat remontuje domy w okolicach Bottrop (Nadrenia-Westfalia). - Musiałbym podnieść stawki, a wtedy mógłbym mieć trudności ze znalezieniem zleceń. Poza tym branża ta nie gwarantuje pracy przez cały rok. Raz dostaniesz ekstra robotę na cztery, pięć miesięcy, a potem siedzisz tygodniami w domu, czekając na telefon.
Legalizowaniu działalności nie sprzyja też słaba znajomość języka niemieckiego i lęk przed załatwianiem formalności w tamtejszych urzędach. Inna sprawa, że pracownik pracujący na czarno zawsze będzie tańszy od fachowca wysłanego przez firmę i od osoby, która ma zarejestrowaną działalność.
Jak wycenić robotę?
Polacy stawiający pierwsze kroki na niemieckim rynku płacą często przysłowiowe frycowe za brak doświadczenia i nieznajomość cen świadczonych usług. Dlatego też na początek warto podjąć pierwszą pracę w charakterze pomocnika fachowca. Dzięki temu zdobywa się pewne rozeznanie w rynku.
- Nasi rodacy nie wiedzą często, ile brać za robotę, ani też w jaki sposób się rozliczać. Czy kasować od całości, za metr czy też za godzinę? W efekcie pracują za pół darmo - wyjaśnia Marek.