Bezrobocie rośnie, wymagania pracodawców również. Osoby szukające zatrudnienia coraz częściej kłamią w CV i podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Pracodawcy
zatrudniają detektywów, korzystają z wariografów, zbadanie wiarygodności kandydata zlecają też specjalnym firmom zajmującym się background screeningiem. Mówią, że to tańsze niż przyjęcie do firmy oszusta. Sprawdź, jak Cię mogą sprawdzać podczas rekrutacji!
– Fotografia w CV jednej z kandydatek była mocno podretuszowana. Na rozmowie kwalifikacyjnej zauważyłam, że mam do czynienia z osobą dużo starszą. Gdy zapytałam o wiek, kobieta była niespokojna, użyła sformułowania „ja naprawdę mam 35 lat”. Faktycznie miała 48. Nie wiem dlaczego kłamała, jej wiek był mi obojętny – mówi Patrycja Hoffman, ma własną firmę, prowadzi rekrutacje na zlecenie znanej sieci francuskich hipermarketów.
Kandydaci potrafią napisać, że znają biegle język francuski. Gdy w tym języku nie potrafią powiedzieć nawet „dzień dobry”.
- Poziom znajomości języków obcych jest bardzo często błędnie podawany w CV. Ale zdarza się, że kandydat nie potrafi go trafnie ocenić. Ma zbyt dużą lub zbyt małą wiarę we własne umiejętności - uważa Barbara Osuchowska, kierownik projektów w K&K Selekt Centrum Doradztwa Personalnego.
Na doświadczenie, którego faktycznie nie posiadają, powołują się też dyrektorzy i menedżerowie z wyższej półki.
- Handlowcy zawsze chwalą się realizacją ogromnych planów sprzedażowych. Kandydaci lubią też przypisywać sobie sukcesy swoich współpracowników i kierowników. Opowiadają o obowiązkach szefów jak o swoich – twierdzi Artur Ragan, rzecznik prasowy Work Express, agencji pośredniczącej w zatrudnieniu.
Fałszywy dyplom już od 100 zł
Do oszustw skłania też łatwość z jaką można zdobyć fikcyjny dyplom wyższej uczelni. Na przykład oksfordzki „nie różniący się niczym od oryginalnego” próbowano sprzedać w Internecie za 100 zł. Fałszerze wysyłali zachęcające maile do skrzynek pocztowych i anonsowali się w serwisach ogłoszeniowych: „Oxford w zasięgu Twojej ręki”. Policja ściga takich oszustów. Podrabianie dyplomu zagrożone jest karą grzywny, ograniczenia wolności albo karą pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Taka sama kara grozi za używanie fikcyjnego dokumentu. W 2010 r. stwierdzono 471 tego typu przestępstw. W pierwszym półroczu 2011 roku stwierdzono ich 268. Niedawno szajkę fałszerzy rozbiła Straż Graniczna. Oszuści działali na Śląsku od kilku lat. Produkowali kilkadziesiąt dokumentów tygodniowo. Zaś dwa lata temu policja zatrzymała dwóch nastolatków, którzy podrabiali świadectwa szkolne. Sprzedawali je uczniom, którzy bali się przyznać rodzicom, że uzyskali słabe stopnie.
Ale nie każde przestępstwo udaje się wykryć. Pracodawcy wolą działać z wyprzedzeniem. Wynajmują detektywów i specjalistyczne firmy, które zajmują się tzw. background screeningiem. Z badania jednej z nich - firmy Kroll - wynika, że 21 proc. wszystkich sprawdzanych aplikacji zawierało odstępstwa od prawdy. Z czego jedna czwarta dotyczyła wykształcenia. Firma IBBC Group podaje zaś, że nawet 50 proc. aplikacji zawiera nieścisłości, w tym ciężkie kłamstwa i nadużycia.