Stać w miejscu znaczy robić dwa kroki w tył. Jeśli doskwiera nam stagnacja związana z brakiem ambicji, trzeba spróbować rozwinąć w sobie ambitne spojrzenie na świat.
Trzeba dbać o swoje ambicje. Po co? Przecież albo się jest ambitnym z natury, albo nie. Nic bardziej mylnego. Tak jak można pracować nad motywacją czy rozwojem cech osobowościowych, tak również i ta własność podlega regulacji. Należy tylko włożyć w to odpowiedni wysiłek. Niektórzy rodzą się ambitni, ale są i tacy, którzy potrzebują krótkiego kursu z ambicji.
Nasuwa się banalne pytanie: po co nam ta cała ambicja? Nigdy nie jest się dość zadowolonym, zawsze czuje się ciężar oczekiwań i jeszcze to przeświadczenie o ilości wysiłku potrzebnego do realizacji tych wygórowanych celów... taka myśl przychodzi do głowy, kiedy traci się zapał do pracy. Zdarza się doświadczać również braku chęci do wyzwań, gdy któryś z naszych planów spali na panewce. Jednak ci, którzy zaryzykowali, by podjąć trud podniesienia sobie życiowej poprzeczki, niech służą za przykład, dlaczego warto mieć ambicje. Po prostu doszli do „czegoś” w życiu – czyż nie o to chodzi?
Mało ambitni znaczy leniwi
Łatwo zaszeregować osoby, które zajmują się mało ambitnymi zajęciami do grupy leniwych darmozjadów. Ludzie ci marnują swoje możliwości, ponieważ po prostu nie chce im się odrobinę wysilić, spojrzeć dalej, niż na wyciągnięcie ręki. Działanie po najmniejszej linii oporu pozwala przeżyć kolejny dzień bez problemów, trudności, czy niespodzianek. – Uważam, że ludzie bez ambicji tracą cel w życiu i popadają w swoisty marazm życiowy. A to jest najgorsze, co może się zdarzyć – twierdzi Agata Szeliska, która włożyła sporo pracy, by być dziś managerem w korporacji finansowej. Źle oceniamy osoby bez ambicji, gdyż trwonią one czas i energię, nie rozwijają się. Z lenistwa czynią sposób na życie, którego horyzont zamyka się na dniu dzisiejszym.
Cel – klucz do ambicji
Są osoby, które nazwalibyśmy mało ambitnymi, bo zajmują się niezbyt spektakularnymi zajęciami. Tymczasem wystarczają im niewielkie sukcesy. Znamiennym jest, że zawsze potrzebna jest jakaś forma spełnienia celu, choćby najmniejszego. Przykład: Pan Wiesław pracuje jako parkingowy. Jego „kariera zawodowa” nie rozwinie się dalej, ta nieskomplikowana praca mu odpowiada. Ale tym, co zajmuje jego uwagę, są gry i konkursy. Rozwiązuje tyle krzyżówek, by każdy z członków jego rodziny mógł zostać nagrodzony. – Gdyby każdy wylosował ze dwie nagrody miesięcznie, to byłby konkretny pieniądz – uważa. W pracy rozwiązuje całymi dniami krzyżówki i marzy o wygranej.
Jak pokazuje przykład Pana Wiesława, nawet jeśli ambicje nie są wysokie, chodzi o to, by zawsze był obecny w naszym życiu element dążenia do czegoś. Buduje to poczucie sensu, nadaje znaczenie kolejnym wyborom. I tu kryje się sedno sprawy: można śmiało wykraczać poza te podstawowe cele, by odkryć, ile satysfakcji płynie z osiągnięcia czegoś, co mogło wydawać się daleko poza naszym zasięgiem. Życie dopiero wtedy może zacząć smakować. Zarówno więc przed leniuchami, jak i przed ludźmi o skromnych potrzebach otwiera się perspektywa poprawy jakości życia – wystarczy odrobina ambicji.