Pracownicy mówią sobie na "ty", ubierają się w swobodne ciuchy, jedzą przed komputerem. Tak jest w wielu firmach. A jak jest w Twojej? Czy obowiązują w niej sztywne zasady ubioru i zachowywania się, czy króluje kontrolowany luz?
To był pierwszy dzień w nowej firmie. Marcin nie znał tam nikogo, ale pocieszał się, że to z czasem się zmieni. Gorzej, że nie znał również panujących w niej zasad.
Już w windzie próbował nawiązać luźną rozmowę z atrakcyjną dziewczyną, na oko – o parę lat młodszą. Poczuł się nieswojo, gdy okazało się, że właśnie awansowała i będzie jego bezpośrednią przełożoną. Usłyszał, że jego zachowanie pójdzie w niepamięć, ale nie może się powtórzyć. W poprzedniej pracy dopuszczalne było zachowywanie się i ubieranie na kontrolowanym luzie.
Rzecz jasna, faceci nie eksponowali tatuaży, a sekretarki gołych pępków i piercingu. Ale wytarte spodnie czy wypuszczone na wierzch koszule uchodziły. Sam szef się tak ubierał. Tutaj było inaczej. Marcin popełniał błąd za błędem. Spotykał się z kąśliwymi uwagami i krzywymi uśmieszkami.
Orły i papugi
Parę razy nie mógł wręcz ukryć zdumienia. Dowiedział się nagle, że nie należy:
- jeść przy stanowisku pracy, tylko w wydzielonym pomieszczeniu;
- mówić per „ty” do kogoś, kogo się nie zna – to fakt, że tamten jest młodszy, ale może stać wyżej w hierarchii;
- ubierać się krzykliwie – reguła: „orły są szare, papugi kolorowe”, kto coś takiego wymyślił?;
- w czasie rozmowy telefonicznej nie jeść, nie pić, nie żuć gumy – to, że ktoś cię nie widzi, nie znaczy, że nie słyszy twojego mimowolnego mlaskania albo siorbania;
- no i oczywiście – nie palić!
W poprzedniej pracy Marcina przełożeni dość szybko proponowali przejście na „ty”, w celu, jak to określali, eliminowania komplikacji. Zaznaczali tylko, by pozostawać przy formie „pan – pani” w obecności klientów czy gości firmy. Te zwyczaje weszły mu w krew tak bardzo, że zapomniał, iż w innej firmie może być inaczej.