Samotna matka wychowująca kilkulatka, będzie dla szefa pracownikiem z grupy podwyższonego ryzyka. Choć nie każdy przyzna to oficjalnie.
33-letnia Dorota przez kilka ostatnich lat prowadziła wraz z koleżanką małą firmę. Jej praca wymagała krótkich, choć częstych i, co gorsza, nagłych wyjazdów z domu. Absorbowała ją w nietypowych godzinach. Bywało, że również wieczorami. Przed pojawieniem się dziecka jakoś to wszystko szło. Po jego urodzeniu zajęcie zaczęło być jednak zbyt kłopotliwe. Poza tym poczuła po prostu, że pomysły się skończyły, że pora na zmianę.
Postanowiła więc zawiesić działalność i rozejrzeć się za pracą na etacie. Jadąc na rozmowy kwalifikacyjne, nie chciała ukrywać faktu posiadania dziecka. Nie miało to przecież sensu. Zastanawiała się jednak: Jak potencjalni pracodawcy podejdą do problemu, któremu na imię Jaś, który skończył właśnie trzy lata i z wielką niechęcią zaczął chodzić do przedszkola?
Na razie Dorota ma za sobą dwie rozmowy. Obie dość miłe, chociaż bez efektów. Na pierwszej problem w ogóle nie wypłynął. Młody, sympatyczny mężczyzna wypytywał o kwalifikacje, doświadczenie zawodowe, wykształcenie – zwykłe rzeczy. O dziecko nie zapytał. Dorota ma dziś wrażenie, że mogła zadecydować o tym… wielkość firmy.
Dorota szuka pracy dalej. Nie jest rozczarowana czy przygnębiona, wie przecież, że nie jest z tym łatwo. Postanowiła wykreślić ze swojego CV słowo „panna”. W jednej z firm zwrócono na to uwagę. Odniosła bliżej niesprecyzowane wrażenie, że bycie panną nie przemawia na jej korzyść. Że pracodawca wolałby, aby jego pracownicy mieli ustabilizowane życie osobiste. Chociaż – może jej się wydawało?