AAA
2012-01-31 (12:22)a ja już nie szukam pracy bo jej nie ma. szukam, nie szukam a efekt ten sam. Tylko niech zasiłek będzie na czas! niech to chore państwo płaci skoro młodzi, wykształceni nie mogą znaleźć pracy!
Jak zwykle Polacy maja problem i temat do podzialów. Dziwne, ze na zachodzie ludzie studiuja kierunki i techniczne i humanistyczne, a praca po tym jest. Bo tam po prostu nie studiuje kazdy, tak jak u nas. Ja mam tylko licencjat z filologii, pracuje w Anglii jako tlumaczka i nie sadze, zebym zle zarabiala, nie mówiac juz o tym, ze zadnych problemów z praca nie mialam, tu osoby, które znaja jezyki sa bardzo cenione. Moja znajoma po romanistyce takze mogla wybierac w ofertach, nawet nauczycielka gry na pianinie dobrze tu zarabia. Wiec do tych wszystkich swoich komentarzy dodajcie zawsze, ze to problem typowo polski - podzial na uniwerki i polibudy.
moja siostra jest fryzjerka(z powololania),od kilku lat ma juz swoj salon i trzepie super kaske! a tym wszystkim "dziuniom" ktore sie z niej podsmiewaly, ze jest po szkole zawowodowej (a one biologie ,chemie i h...co jeszcze studiowaly!) moze teraz f...you jedynie pokazac ,kiedy jedzie swoja wypasiona furka...a one wielkie panie po studiach wciaz u mamusi na garnku siedza... docenmy prawdziwych fachowcow!niekoniecznie po studiach...
Młodzi ludzie opanujcie się, nie wszyscy muszą być po studiach, właśnie dlatego praca nie czeka na was, bo w życiu każdą pracę trzeba polubić i szanować.
Informatyk, programista lat 23, pierwsza praca - na start ponad 4,5 tysia :) Pozdrawiam, humanistów.
Rozmowa dwóch kolegów: ZAWODÓWKA-cześć słuchaj jesteś po studiach elektrotechnicznych a ja potrzebuje kable w domku położyć STUDENT-ale mnie tego nie uczyli a poza tym nie pamiętam już za wiele ZAWODÓWKA:-Dzięki. Cześć W końcu przyszedł po szkole podstawowej (samouk) położył te kable za jedyne 3,5tyś w 3dni roboty
Mam 27 lat - posiadam 6 letnie doświadczenie mechaniczno-technologiczne nabyte w firmie sektora energetycznego oraz tytuł mgr inż. nabyty w Państwowej Renomowanej Uczelni Wyższej w Krakowie. Studia ukończyłem w systemie zaocznym - w sumie 4,5 studiów inżynierskich oraz 1,5 roku magisterskich. Awansowałem - pracuje jako specjalista ds. ISO i ciągle nabywam nowe doświadczenia oraz poszerzam swoją wiedzę. Przełożony docenia moje zbudowane na płaszczyźnie pracy fizycznej kompetencje - wróżąc mi ciekawą karierę zawodową. Wszystko w moich rękach, - obecnie skupiam się na teraźniejszości i wykonywaniu swoich obowiązków zgodnie z zadanym planem. Do pracy przychodzę by zostawić z każdym dniem jakąś wartość dodatnią a nie robić karierę, gdyż uważam, że efekt zawsze rodzi skutek. Dlatego w pełni szacunku do studentów systemu dziennego, jestem zdania iż dziś większą korzyść osiąga się studiując zaocznie (wyłącznie na renomowanych uczelniach) jednocześnie rozwijając się zawodowo. Jak pokazuje mój przykład, doświadczenie jakie posiadam w moim wieku, absolwent studiów dziennych nabędzie nie wcześniej niż po 30-tce. Pamiętajcie, że co zrobisz zapamiętasz na całe życie, co zobaczysz na tydzień, co przeczytasz na dzień. Pozdrawiam serdecznie
....WCISKALI NAM DO ŁBÓW ŻEBY STUDIA KOŃCZYC PO KTÓRYCH ROBOTY NIE ZNAJDĘ, czemu? bo nic po nich nie potrafie własnymi łapami zrobić.Jak bym był fruzjerka to lepiej bym sobie poradził niż po studiach...Byłem ostatnio w CECH-u, Centrum kształcenia zawodowego, ustawicznego ..wpadam i pytam panie jakis praktyczny kurs-muraz, hydraulik -elektromechanik cokolwiek a oni wszedzie , że dla mnie juz ni ma, że złych wyborów dokonałem,myśle sobie jakich kurna złych jestem po turystyce , zrobiłem sobie podyplomówke z pedagogiki i WF-marzyła mi sie praca w szkole jako wuefisty ino tej pracy dla mnie nie ma...gdzie tu był zły wybór pytam?...za to na każdych drzwiach tej instytucji wiszą tabliczki z programami unijnymi dla młodych ludzi oferujacymi im angielski i obsługe kompa- za pare lat taki dzisiaj 16 letni koleżka bedzie w tej samej sytuacji co ja i powiedzą mu że złych wyborów dokonał. Pchaja wszystkich w usługi(zastanawiam sie czy celowo , czy bezmyślnie), a potem taki młody człowiek w wieku 25 lat obudzi się z reka w nocniku i jedyną alternatywą dla niego będzie robić na kasie albo przy taśmie-to jest przytłaczające....Byłem ostatnio naprawić alternator u jednego majstra. Ma maleńki garaż w kktórym naprawia alternatory i rozruszniki, nikt nad nim nie sto, żadnych faktór nie wystawia(mi to na reke i jemu:)), podspiewuje, podgwizduję , jest wolny i szczęsliwy, ja mam te zafajdane studia i raczej nie pospiewam....zastanawiające czemu wszystkim się wmawiało , że tylko studia? Ja chciałbym być na miejscu tego kolesia, ale niestety nie mogę nic zaoferować swoimi łapami nikomu-moge rowy kopać albo odśnierzyć komus(co zreszta robie:)),lata lecą pracy wymarzonej nie mam, doswiadczenia nie zdobywam za to coraz blizsza mi jest wizja kasy w biedronce albo jakiejs innej taśmy-nie mam nic do ludzi którzy maja taka pracę, szanuje i współczuje(szcześliwi nie są -nie oszukujmy się).....i towarzyszy mi tylko uczucie takiego powszechnego wydymania
Macie co chcieliscie humanisci!!!! Skończyło sie faworyzowanie waszej gęboroboty, rynek jest bezwzględny.Trzeba było sie matmy uczyc!!
bo w polsce zamarlo rzemiosło oraz przemysl krajowy!! wszystko z chin!!!!!! a rolnictwo bierze doplaty z ue i robic sie juz nikomu nie chce, a tym bardziej zatrudniać!!!!Ponadto wszelkiej masci korporacje uniemozliwiaja absolwentom podjecie samodzielnej dzialalnosci!!!!!!!!Zlikwidowac korporacje!za to sie wezcie.
Skonczylam PWR mam mgr inz i moje kolezanki rowniez i malo ktora ma prace, w tych czasach ukonczona uczelnia i jej status nie ma nic do rzeczy, sama chodzilama na rozmowy i uslyszalam to od niejednego pracodawcy. Szukam pracy w zawodzie od ponad 2 lat i nic... wiec skoro taki rynek to zdecydowalam sie wyjechac za granice w tym roku do pracy i rowniez nie w zawodzie bo w ogrodnictwie ale kasa calkiem fajna, tutaj w Polsce nigdy bym tyle nie zarobila nawet jesliby mnie zatrudnili w jakiejs firmie w zawodzie. Niestety rynek pracy jest ciezki ja nawet nie jestem zarejestrowana jako bezrobotna bo to nie ma sensu - kiedys bylam ale Urzad Pracy nic mi nie pomogl nawet nie przedstwil chociaz 1 oferty pracy. Problem jest w tym ze ludzie po studiach nie maja doswiadczenia, wiec moze by tak skrocic okres ksztalcenia i wpajania bzdor do glow np do 3-4 lat i po tym czasie zrobic 1 lub 2 letnie praktyki w jakichs fabrykach, firmach ktore moga stworzyc uczelnie. Studentom wtedy nie trzeba placic bo oni robia praktyki przez 1-2 lata w ramach studiow, dodatkowo uczelnie moga zarobic dzieki tym studentom bo wypuszczajac dany produkt na rynek wykonujac dane uslugi - dochody trafiaja dla uczelni a studenci zyskuja 1 lub 2 lata doswiadczenia. Po takim czasie jak wychodza na rynek polski to pracodawcy tez na nich inaczej patrza bo maja juz doswiadzczenie 1 lub 2 letnie. Ten system moglby zaczac dzialac, tylko niestety nie ma odpowiedich ludzi ktorzy pomysleliby logicznie jak pomoc studentom, no i przede wszystkim na uczelniach powinien byc w wiekszych godzinach wprowadzony jezyk angielski, codziennie powinny byc z niego zajecia przez 5 lat studiow dodatkowo jeszcze jezyk angielski techniczny i to wtedy mialoby sens, bo niestety jezyk na PWR i innych uczelniach technicznych jest tylko przez 4 semestry (2 lata) po 2 razy w tyg z czego w trakcie tych 4 semestrow trzeba zaliczyc 2 jezyki wiec na jeden jezyk jest 2 semestry i na 2 jezyk tez 2 semestry, co to jest na te czasy jak pracodawcy wymagaja jezyk angieski na bardzo wysokim poziomie to zaledwie igla w stogu siana i tutaj jest wlasnie problem. Po 1-2 letnich praktykach i 5 latach jezyka angielskiego oraz jezyka angielskiego technicznego na pewno ten problem zmniejszyby sie bo nawet jakby absolwenci nie znalezli pracy w Polsce to mieliby jeszcze wieksze szanse na zatrudnienie za granica bo jezyk nie stanowilby dla nich bariery, a praktyki jedynie pomoglyby im w przyszlej pracy - byloby z pewnoscia duzo latwiej. Poza tym proponowalabym uczelniom najpierw scisle poprzegladac i podrukowac sobie oferty pracy i wymagania na dane stanowiska (kursy,certyfikaty) a pozniej kontynuowac ksztalcenie bo jak na razie jest odwrotnie i niestety ucza bzdor nie patrzac na wymagania pracodawcow. Oczywiscie moja wypowiedz tyczy sie uczelni technicznych. Wierze ze niektore osoby po studiach technicznych maja zatrudnienie i moze nawet calkiem dobrze zarabiaja ale jest mnostwo osob po uczelniach technicznych, ktore niestety nie maja pracy :(:(:( i to jest przykre. Osoby tworzace i odpowiedajace za terazniejsza edukacje powinny o tym pomyslec!!!!!
ja nie pojmuje tego dlaczego młodzi ludzie pchają się na takie studia jak właśnie politologia, socjologia, pedagogika i zarządzanie itp. przecież to jest logiczne że po takich studiach nie będzie pracy bo tych studentów jest za dużo. a potem się dziwią że nie mogą roboty znaleźć. teraz trzeba wybierać takie kierunki po których praca jest w 70% pewna. Jeżeli nie można się dostać na państwową uczelnie to można iść do prywatnej (jeżeli kogoś stać oczywiście) ale na taki kierunek po którym prace w jakiś sposób będzie można znaleźć.
Sama jestem pedagogiem... Kazdy mysli, ze na te studia "isc najlatwiej", bo rpzeciez tam nie trzeba sie uczyc...Kto nie ukonczyl, niech sie nie wypowiada. Fakt - nikt nie docenia pracy pedagogow, jest ich przeciez tylu...i sami sobie sa winni, ze tylu ich sie "porodzilo". "poprodukowalo". Kazdy robi to, co lubi, bad zlubi to, czego nie lubi, ale nastawia sie na zysk. Prawda jest taka, ze osoba pracujaca na myjni zarabia wiecej niz ja po studiach - pytanie: Po co mi byla ta edukacja? Rzeczywiscie chyba dla papierka i zbey " ladnie wygladalo w CV", bo nie mam zadnej satysfakcji patrzac na to, co sie dzieje, gdzie pracuję i ile zarabiam. Moj szef w momencie kiedy ukonczylam studia uzupelniajace powiedział : tylko nie licz na podwyzke". Zenada czy realia? Jako jedyna w firmie mam wyksztalcenie wyzsze wsrod pracownikow i mam z tego tyle, co nic. Nie kategoryzuję ludzi na lepszych i gorszych, na tych bez studiow, po sredniej czy zawodowce, ale po co ta cala edukacja? Dla samych siebie? Zeby na koniec ledwo wiazac koniec z koncem bo prawda jest taka,ze studia mi nie daly nic, fakt ich ukonczenia tylko doluje, a niemoznosc znalezienia pracy - w ktorej kazdy na starcie oczekuje minimum dwuletniego doswiadczenia, bo przeciez czlowiek bez niego nie ma czego szukac i na pewno, zdaniem wielu, nic nie potrafi - dobija maksymalnie. Pytanie: pracowac za grosze i byc od wszystkiego, czy czekac na gwiazdke z nieba i przymierac glodem? Pytanie retoryczne. Tak zle, tak niedobrze. Dziekuję Polsko :]
Ja mam magistra, po uniwerku i zarabiam więcej niż chwalący się tu koledzy po technicznych z przedrostkiem inż. Problemem jest coś innego.. Nawet zarabiając 5 tys. netto na niewiele stać ludzi. Banki podniosły wymagania co do kredytów, co z tego...... nawet zarabiając 5 tys netto z kredytem (30 lat) moze stać człowieka co najwyżej na 50 m2 mieszkania w bloku w dużym mieście. W socjaliźmie mieszkania dawało państwo (bez kredytu), więc nasuwa się pytanie co jest lepsze? Po odliczeniu raty kredytu (ok. 2500-2800) i kosztów utrzymania (300 czynsz, 100 komórka,100 komunikacja miejska,150 prąd, 600 jedzenie,i powiedzmy 800 koszt utrzymania samochodu) zostaje ile? No cwaniacy z inż ile wam zostanei z tej pensji? A gdzie rodzina?
Wiele młodych bezrobotnych po studiach to osoby, które skończyły prywatne pseudouczelnie i nie dziwię się. Sam taką skończyłem - mam z niej licencjat. To co się dzieje to skandal. Poziom jak w przedszkolu, zajęcia często się nie odbywały i nigdy nie były odrabiane. Niektóre przedmioty to fikcja, np. jako studenci filologii mieliśmy mieć łacinę i mieliśmy - ale tylko w indeksach. Dostaliśmy oceny z przedmiotu, którego nie było, i tak mam w indeksie z łaciny 5, a nie potrafię ani jednego słówka. Za takie praktyki powinno się takie uczelnie karać lub zamykać, bo to jest ogromnie krzywdzące dla studentów normalnych uczelni, którzy na oceny muszą ciężko pracować. Takie uczelnie, jak ta, którą kończyłem, obiecują złote góry, a potem wychodzą na przykład takie osoby z filologii, które mają problem ze skleceniem zdania w języku obcym, albo informatycy, którzy nic nie potrafią itp. Moim zdaniem te wszystkie pseudouczelnie ktoś powinien zmusić do podniesienia poziomu, a jak się nie dostosują, to powinny być zamykane. To skandal, że płaci się za studia 5000zł za rok i po takiej uczelni nie umie się nic, bo jedyne co obchodzi wykładowców, to wypłata. My - studenci tej uczelni - wyrażaliśmy swoje niezadowolenie z poziomu, ale pani z rektoratu tylko powiedziała, że się zastanowi i może kiedyś uczelnia poziom podniesie. Taka odpowiedź to żarty jakieś po prostu. Skandal. Nikt nie kontroluje wykładowców, czy pojawiają się, by prowadzić zajęcia, czy nie. Nikt nie kontroluje, czy przerabiają odpowiedni materiał, czy zajęcia są na temat i czy w ogóle coś dają. Wykładowcy robią sobie co chcą. Jak mają ochotę, to coś tam ze studentami takiej pseudouczelni przerobią. Jak im sie nie chce, nie zrobią nic. Z pracami licencjackimi i oceną na dyplomie też jest wielki kant. Studenci takiej uczelni dostają 5 za pracę licencjacką czy magisterską i 5 za egzamin licencjacki, tylko, że gdyby dali komuś z normalnej uczelni swoją pracę do wglądu, to taka osoba by oceniła tę pracę na 2, czyli po prostu by jej nie uznano. Podobnie jest z obronami. Też się w takiej pseudouczelni dostaje za nie 4 czy 5, a jak by taka obrona była na uniwerku, to te osoby by tej pracy nie obroniły. Tak więc rząd powinien coś z takimi szkołami robić. Oszukują studentów, biorąc pieniądze za coś, czego nie dają, za zajęcia często się nie odbywające i za poziom jak w przedszkolu. A potem papierem takiej uczelni można się podetrzeć najwyżej. Wiem jak to wszystko wygląda, bo sam mam licencjat z takiej uczelni i z opowieści innych osób wiem, że nie tylko na mojej uczelni tak było i że ogóle takie rzeczy w pseudouczelniach to standard. Dopóki rząd nie zacznie walczyć z tymi oszustami, liczba młodych ludzi po ich ukończeniu nie mogąca dostać pracy będzie bardzo szybko rosła. To jest główny powód bezrobocia wśród młodych osób po studiach, a wychodzi z takich pseudouczelni co roku masa absolwentów, którzy mają niemal zerową wiedzę i umiejętności, bo uczelnie takie są po to by zarabiać, a nie uczyć.
Recepta na sukces: Skonczyc techniczny kierunek studiow + wykazac troche aktywnosci (juz podczas studiow) w poszukiwaniu stazu/pracy.
Przede wszystkim nazywanie kupowania dyplomów w instytucjach zwanych dla niepoznaki "szkołami wyższymi" studiowaniem, czy też nawet ukończenie studiów jest zniewagą dla absolwentów prawdziwych studiów. Te tam różne politologie, europeistyki czy inne marketingi i zarządzania w "wyższych szkołach tego i tamtego im. bolka i lolka w pcimiu dolnym- filia w pipowicach" to jest po prostu najzwyklejsze oszustwo kilku sprytnych cwaniaków (z tytułami) dla wyciągnięcia kasy od tzw. leszczy. A że leszcze dają sobie tą kasę wyciągać- to już tylko świadczy o nich, nie powiem wprost jak.
Wina jest po stronie Rządu. Gdyby rygorystycznie przestrzegano zasady wieku emerytalnego oraz tego, że po przejściu na emeryturę może nastąpić ponowne zatrudnienie dopiero po okresie trzech miesięcy to skończyło by się kumoterstwo i blokowanie młodym dostępu do pracy.
Zgadzam się że studia warto skończyć, ale ludzie na Boga kończcie kierunki techniczne. Każdy chce administarcję, marketing, zarządzanie... Oczywiście że w tych kierunkach znajdziecie zatrudnienie tylko że musicie sami stworzyć sobie miejsca pracy (własna firma). Sytuacja na rynku jest jaka jest i zapotrzebowanie przynajmniej w mojej okolicy na inżynierów. Pozdrawiam wszystkich z wykształceniem technicznym

