Jedna szósta Polaków pozwoliła sobie na seks w pracy, a niemal każdy widzi w swej firmie pozostającą w intymnych stosunkach parę, informuje magazyn "Samo Zdrowie". Zaś według analizy Dureksa, prawie 13 proc. osób za najlepsze miejsce do intymnych zbliżeń uważa biuro.
Firma nie jest ani agencją towarzyską, ani biurem matrymonialnym. Nikt jednak nie zaprzeczy, że właśnie w pracy coraz częściej uprawiamy seks, zdradzamy małżonków i wchodzimy w nowe związki partnerskie.
Przykład? Proszę bardzo: Paul Wolfowitz, prezes Banku Światowego, który całkowicie stracił głowę dla swojej asystentki. Aby pokazać siłę i szczerość swego uczucia, podniósł kochanicy pensję. Pech chciał, że media wyniuchały i nagłośniły sprawę. A wtedy nieborak musiał się pożegnać ze swoją prestiżową posadą. Przed zwolnieniem nie uchroniły go nawet wcześniejsze zasługi i reputacja jednego z największych guru międzynarodowych finansów. Oczywiście, biurowe historie miłosne mają czasem szczęśliwy finał. Na przykład Bill Gates poznał swoją przyszłą żonę (sekretarkę Melindę French) właśnie w pracy.
Większość z nas uważa, że lepiej nie mieszać dwóch porządków: służbowego i prywatnego. Jednak składane deklaracje to jedno, a firmowa rzeczywistość to drugie. Aż co piąty Brytyjczyk uprawia seks w pracy – wynika z sondażu przeprowadzonego przez ICM Research. Taki „epizod” ma na sumieniu ponad dwie trzecie ankietowanych w wieku 25- 44 lat i co czwarty w grupie wiekowej powyżej 65 lat. Jak pokazuje raport, aż 25 proc. mężczyzn oddałoby się za podwyżkę lub premię. A jedna na dziesięć kobiet sprzedałaby swe ciało za awans.
Wstrzemięźliwością nie grzeszą również Chorwaci. W anonimowej ankiecie połowa internautów oświadczyła, że ma lub miała stosunki seksualne z koleżankami lub kolegami w pracy. Na podobne wyznanie zdobyło się 40 proc. Rosjan, Włochów i Amerykanów. Zdaniem „Playboya”, kochankowie najczęściej umawiają się na randki podczas lunchu lub po robocie. A jak jest nad Wisłą? Wygląda na to, że wcale nie jesteśmy świętsi od przedstawicieli innych nacji. Magazyn „Samo Zdrowie” donosi, że jedna szósta Polaków pozwoliła sobie na seks w pracy, a niemal każdy widzi w swej firmie pozostającą w intymnych stosunkach parę. Niemal 37 proc. pracowników łączy z przełożonym coś więcej niż praca – ujawnia badanie opublikowane przez portal Praca.pl. Zaś według analizy Dureksa, prawie 13 proc. za najlepsze miejsce do intymnych zbliżeń uważa biuro.
I co na to szefowie? Niektórzy na amory patrzą przez palce. Inni stanowczo ich zabraniają, twierdząc, że zakochany pracownik to nieefektywny pracownik. Przeciwnikiem miłostek w pracy jest 44-leni Jerzy, właściciel małego hotelu pod Lublinem. Ostatnio ostro upomniał recepcjonistkę i kelnera, którzy obściskiwali się na oczach gości.
- Flirty psują atmosferę w zespole i są niemile widziane przez klientów, którzy oczekują od nas profesjonalnych zachowań. Na czułości jest miejsce w domu – podkreśla Jerzy. Bardziej tolerancyjna jest 49-letnia Jolanta, dyrektorka firmy farmaceutycznej z Wrocławia. Nie ukrywa, że w młodości sama lubiła zaszaleć. Choć – jak dodaje – zawsze robiła to dyskretnie i z klasą.