Natomiast radca prawny, były sędzia Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Paweł Korus zwrócił uwagę
na konieczność zmian przepisów dotyczących czasu pracy. "Pracodawca ma obowiązek wyznaczyć godziny
rozpoczęcia i zakończenia pracy oraz prowadzić ewidencję czasu pracy, co w przypadku telepracy jest
często niewykonalne" - wyjaśnił. Według niego, brakuje też zapisów o możliwości wypłacania
telepracownikowi ekwiwalentu np. za środki higieny osobistej jak mydło i przerzuceniu na pracownika
obowiązku zaopatrzenia w takie środki.
Doradca ds. prawnych Polskiej Organizacji Pracodawców Osób Niepełnosprawnych Mateusz Brząkowski
mówił, że potencjalnie największą korzyść z takiej formy zatrudnienia odniosłyby osoby z
niepełnosprawnością ruchową lub osoby niewidome i niedowidzące. Jednak, jak zaznaczył, te osoby
zwykle są słabiej wykształcone, natomiast pracodawcy oferują zatrudnienie w formie telepracy dla
osób dobrze wykwalifikowanych. "Od 2007 r. jakaś grupa niepełnosprawnych korzysta z telepracy, ale
ten odsetek jest nadal bardzo mały" - dodał.
Natomiast zdaniem eksperta NSZZ "Solidarność" Barbary Surdykowskiej, bariery są bardziej
mentalnościowe. "Pracodawcy obawiają się, że stracą kontrolę nad pracownikiem, który stanie się
mniej efektywny" - oceniła. Dodała, że barierą jest także ograniczony dostęp do internetu w
regionach mniej rozwiniętych. Według niej oprócz zmian w prawie, do rozwoju telepracy mogłyby
przyczynić się ulgi podatkowe zachęcające pracodawców, np. ulgi dotyczące zakupu i utrzymania
sprzętu.
Według polskich przepisów, telepraca to praca regularnie wykonywana poza zakładem pracy z
wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej.
Według danych Pracodawców RP, na świecie w formie telepracy zatrudnionych jest ok. 60 mln osób, z
czego połowa to Amerykanie.(PAP)