- W pewnej firmie z branży finansowej pracownica romansowała z kierownikiem od miesięcy. Właściwie wszyscy o tym wiedzieli. Jednak gdy szef przyznawał nagrody i awanse, pominął swoją urodziwą podwładną. Pracownica postanowiła się zemścić i zaczęła rozpowiadać, że szef ją molestował seksualnie. Mówiła nawet, że złoży pozew w sądzie. Chciała brać na świadków współpracowników. Sprawa trafiła do prezesa spółki, co prawda kierownik jakoś się wytłumaczył z zarzutów, pracownicę przeniesiono do innego działu i odwiedzono od zaskarżania przełożonego, to jednak ferment pozostał. Już zawsze mówi się o tym kierowniku jako osobie niepoważnej i skorej do miłostek – twierdzi Tomasz Rodowik, head hunter, psycholog społeczny.
Co to jest umowa kupidyna
Gdy szef romansuje z podwładną, to zawsze ona jest w gorszej sytuacji. Czasem jednak podległość służbową wykorzystuje. Pracownica, która oskarża przełożonego o molestowanie często twierdzi, że co prawda zgadzała się na romansowanie, to jednak działała pod presją. Podwładna tłumaczyć się może np. w sądzie, że bała się odmówić szefowi. Obawiała się, że straci zatrudnienie i dlatego zgodziła się najpierw na randkę, a potem również na coś więcej.
- W takich sytuacjach, pracownik ma więcej atutów, bo tkwił w stosunku podporządkowania i może to wykorzystać. Ale częściej to szef wykorzystuje podwładnego. W Polsce takich pozwów wciąż jest niewiele, molestowani pracownicy nie idą do sądu, bo uważają, że to nic nie da. Sądy z pobłażliwością patrzą na takie sprawy, no chyba że są one rozdmuchane medialnie i dotyczą znanej osoby. W USA jest ich więcej. W niektórych amerykańskich firmach, gdy przełożony romansuje z podwładnym (najczęściej podwładną) to podpisuje umowę, tzw. umowę kupidyna. Piszę się w niej, że osoby tworzą związek za obopólną zgodą. Taki kontrakt trafia do kadr. To takie zabezpieczenie przed oskarżeniami o molestowanie. W firmach jednak najczęściej stosuję się zasadę, by mający się ku sobie pracownicy nie byli od siebie zależni, a jeśli są, to przenosi się do innych działów – mówi Tomasz Rodowik.
Romans w firmie to tragedia
W Polsce na romanse biurowe najczęściej patrzy się źle, a flirtujący pracownicy po prostu tracą zatrudnienie. Są zwalniani z różnych powodów (np. nieefektywność, kłopoty finansowe firmy). Dla szefów romans personelu zawsze oznacza kłopoty, bo obniża morale reszty zespołu, powoduje rozprężenie – pracownicy mogą myśleć, że skoro jest przyzwolenie na romans, to może jest też przyzwolenie na spóźnianie się, długie przerwy w pracy... Romans zawsze wzbudza zazdrość innych lub podejrzenie o faworyzowanie jednego pracownika. Dlatego dla właściciela firmy najlepiej jest rozbić taki związek.