Ratunkiem jest praca dorywcza, tymczasowa. Gazety pełne są ogłoszeń drobnych, w których zainteresowani podjęciem pracy informują potencjalnych pracodawców o swoich umiejętnościach i chęci pracy. Dużą część z nich stanowią studenci. Jednak zdecydowana większość gotowa jest udzielać korepetycji lub wykonywać proste prace biurowe. Takich ogłoszeń jest mnóstwo, co oczywiście znacznie ogranicza szanse na znalezienie w ten sposób pracy.
Ogłoszenia w prasie to nie jedyna możliwość znalezienie pracy dorywczej. Istnieją specjalne instytucje wyspecjalizowane w takim działaniu. Poszukujący pracy student powinien przede wszystkim zorientować się, czy na jego uczelni nie działa jakaś organizacja, która zajmuje się takim pośrednictwem. Może to być studencka spółdzielnia pracy, biuro karier, samorząd studencki lub zwykła tablica, na której pracodawcy mogą zamieszczać swoje oferty.
Warto również zainteresować się agencjami pracy czasowej czy doradztwa personalnego. Do wielu z nich można wysłać swoją aplikację, określając, na jakiej pracy nam zależy. Wiele firm poszukujących pracowników na krótki czas współpracuje z takimi instytucjami, które są w stanie szybko dostarczyć im żądanej liczby pracowników.
Skierowanie z agencji
Agencje najczęściej pośredniczą w znalezieniu pracowników biurowych i fizycznych. – W ten sposób zaczynałem swoją pracę – wspomina Jarek z Poznania, pracujący w jednym z hipermarketów. – Agencja skierowała mnie do rozładunku tirów; praca przez dwie, trzy noce w tygodniu. Po kilku miesiącach zaproponowano mi stałą pracę w sklepie. Teraz, po dwóch latach, jestem już kierownikiem działu.
Traktowanie pracy czasowej jako pierwszego doświadczenia zawodowego jest jak najbardziej słuszne, trudno jednak liczyć, że pracodawca zatrudni studenta na stałe. – Pracowałam w sekretariacie pewnej firmy we wszystkie miesiące wakacyjne przez trzy lata studiów. I liczyłam, że uda mi się zostać na stałe na tym stanowisku. Zwłaszcza, że akurat zwalniało się miejsce – opowiada Magda z Gdańska. – Niestety, posadę dostała znajoma szefa. Na początku byłam załamana i wściekła, ale okazało się, że dobrze się złożyło – kilka tygodni szukania pracy i sukces – ciekawsze stanowisko w innej firmie. Podobno zdecydowało to, że kierownictwu spodobał się mój upór i konsekwencja, że całe wakacje byłam gotowa poświęcać na pracę.
Piotr Henzler