AAA
2010-02-09 (15:25)O stosunku pracodawców do pracowników.
Stosunku zupełnie chorym, pasującym raczej do mrocznych fabryk z dziewiętnastowiecznej Anglii niż do nowoczesnej, skomputeryzowanej (aczkolwiek nadal lekko upośledzonej w stosunku do Zachodu) Polski.
Ja - jako student czy niestudent, jako specjalista czy szacowny robol - nie ubiegam się o pracę u ciebie, przedsiębiorco, ponieważ mi imponujesz, czy dlatego, że chcę mieć wkład w rozpoczęte przez ciebie dzieło. Potrzebuję pieniędzy. To wszystko. Szkoda, że na rozmowach kwalifikacyjnych jestem zmuszony kłamać. Gwarantuję wam, mości pracodawcy, że ŻADEN z waszych zatrudnionych, choćby wytatuował sobie nazwę firmy na czole, nie kieruje się motywami innymi niż potrzeba zdobycia grosza na jutrzejszy obiad. Mówił inaczej? Widocznie był do tego zmuszony. Przez was i wasze chore myślenie, które sprawia, że nawet stojąc na kasie w markecie musimy udawać, że doświadczamy spełnienia. Czujecie się dzięki temu lepiej? Czy wasze sumienie jest spokojniejsze, gdy zamęczany pracownik mówi, że jest zadowolony?
Ale niech wam będzie. Skłamię, skoro to was dowartościuje i przekona, że jestem lepszy niż konkurencja (bo przecież kwalifikacje nie liczą się, jeżeli mnie nie polubicie). Tylko niech nasze stosunki zawodowe przypominają stosunki zawodowe, a nie stosunki na linii pan-niewolnik. Wyjaśnijmy sobie jedno: wy nie dajecie mi pracy w odruchu serca; nie rzucacie wielkodusznie chleba prostaczkowi spoza kasty dyrektorów. Przeciwnie; to ja wychodzę z inicjatywą. Udostępniam wam swój czas, siłę, umiejętności. Beze mnie nie możecie istnieć. Jesteście ode mnie zależni tak samo, jak ja od was. Oferuję wam swoje usługi. Ale nie w zamian za wasze pieniądze. To ja wam płacę za przelew gotówki - pracą.
Jeżeli nadal nie widzicie, że między nami można postawić znak równości, to macie poważny problem z postrzeganiem rzeczywistości. Ale wcale mnie to nie dziwi, bo jesteście jak ta głupia lama, która nie zareaguje, dopóki nie będzie za późno. My zaś musimy męczyć się, by naprowadzać was na właściwą drogę. Robimy to, ponieważ bez was nie przetrwamy, tak jak wy bez nas. Szkoda, że tylko jedna strona dostrzega tę zależność.
O stosunku pracodawców do pracowników.
Stosunku zupełnie chorym, pasującym raczej do mrocznych fabryk z dziewiętnastowiecznej Anglii niż do nowoczesnej, skomputeryzowanej (aczkolwiek nadal lekko upośledzonej w stosunku do Zachodu) Polski.
Ja - jako student czy niestudent, jako specjalista czy szacowny robol - nie ubiegam się o pracę u ciebie, przedsiębiorco, ponieważ mi imponujesz, czy dlatego, że chcę mieć wkład w rozpoczęte przez ciebie dzieło. Potrzebuję pieniędzy. To wszystko. Szkoda, że na rozmowach kwalifikacyjnych jestem zmuszony kłamać. Gwarantuję wam, mości pracodawcy, że ŻADEN z waszych zatrudnionych, choćby wytatuował sobie nazwę firmy na czole, nie kieruje się motywami innymi niż potrzeba zdobycia grosza na jutrzejszy obiad. Mówił inaczej? Widocznie był do tego zmuszony. Przez was i wasze chore myślenie, które sprawia, że nawet stojąc na kasie w markecie musimy udawać, że doświadczamy spełnienia. Czujecie się dzięki temu lepiej? Czy wasze sumienie jest spokojniejsze, gdy zamęczany pracownik mówi, że jest zadowolony?
Ale niech wam będzie. Skłamię, skoro to was dowartościuje i przekona, że jestem lepszy niż konkurencja (bo przecież kwalifikacje nie liczą się, jeżeli mnie nie polubicie). Tylko niech nasze stosunki zawodowe przypominają stosunki zawodowe, a nie stosunki na linii pan-niewolnik. Wyjaśnijmy sobie jedno: wy nie dajecie mi pracy w odruchu serca; nie rzucacie wielkodusznie chleba prostaczkowi spoza kasty dyrektorów. Przeciwnie; to ja wychodzę z inicjatywą. Udostępniam wam swój czas, siłę, umiejętności. Beze mnie nie możecie istnieć. Jesteście ode mnie zależni tak samo, jak ja od was. Oferuję wam swoje usługi. Ale nie w zamian za wasze pieniądze. To ja wam płacę za przelew gotówki - pracą.
Jeżeli nadal nie widzicie, że między nami można postawić znak równości, to macie poważny problem z postrzeganiem rzeczywistości. Ale wcale mnie to nie dziwi, bo jesteście jak ta głupia lama, która nie zareaguje, dopóki nie będzie za późno. My zaś musimy męczyć się, by naprowadzać was na właściwą drogę. Robimy to, ponieważ bez was nie przetrwamy, tak jak wy bez nas. Szkoda, że tylko jedna strona dostrzega tę zależność.
O stosunku pracodawców do pracowników.
Stosunku zupełnie chorym, pasującym raczej do mrocznych fabryk z dziewiętnastowiecznej Anglii niż do nowoczesnej, skomputeryzowanej (aczkolwiek nadal lekko upośledzonej w stosunku do Zachodu) Polski.
Ja - jako student czy niestudent, jako specjalista czy szacowny robol - nie ubiegam się o pracę u ciebie, przedsiębiorco, ponieważ mi imponujesz, czy dlatego, że chcę mieć wkład w rozpoczęte przez ciebie dzieło. Potrzebuję pieniędzy. To wszystko. Szkoda, że na rozmowach kwalifikacyjnych jestem zmuszony kłamać. Gwarantuję wam, mości pracodawcy, że ŻADEN z waszych zatrudnionych, choćby wytatuował sobie nazwę firmy na czole, nie kieruje się motywami innymi niż potrzeba zdobycia grosza na jutrzejszy obiad. Mówił inaczej? Widocznie był do tego zmuszony. Przez was i wasze chore myślenie, które sprawia, że nawet stojąc na kasie w markecie musimy udawać, że doświadczamy spełnienia. Czujecie się dzięki temu lepiej? Czy wasze sumienie jest spokojniejsze, gdy zamęczany pracownik mówi, że jest zadowolony?
Ale niech wam będzie. Skłamię, skoro to was dowartościuje i przekona, że jestem lepszy niż konkurencja (bo przecież kwalifikacje nie liczą się, jeżeli mnie nie polubicie). Tylko niech nasze stosunki zawodowe przypominają stosunki zawodowe, a nie stosunki na linii pan-niewolnik. Wyjaśnijmy sobie jedno: wy nie dajecie mi pracy w odruchu serca; nie rzucacie wielkodusznie chleba prostaczkowi spoza kasty dyrektorów. Przeciwnie; to ja wychodzę z inicjatywą. Udostępniam wam swój czas, siłę, umiejętności. Beze mnie nie możecie istnieć. Jesteście ode mnie zależni tak samo, jak ja od was. Oferuję wam swoje usługi. Ale nie w zamian za wasze pieniądze. To ja wam płacę za przelew gotówki - pracą.
Jeżeli nadal nie widzicie, że między nami można postawić znak równości, to macie poważny problem z postrzeganiem rzeczywistości. Ale wcale mnie to nie dziwi, bo jesteście jak ta głupia lama, która nie zareaguje, dopóki nie będzie za późno. My zaś musimy męczyć się, by naprowadzać was na właściwą drogę. Robimy to, ponieważ bez was nie przetrwamy, tak jak wy bez nas. Szkoda, że tylko jedna strona dostrzega tę zależność.
Mnie w CV interesują tylko suche fakty.
Zatrudniając pracownika z powodu najlepszego CV zatrudniasz najlepszego pracownika na dane stanowisko czy pracownika piszącego najlepsze CV?
Mnie w CV interesują tylko suche fakty wykształcenie i poprzednie miejsca i stanowiska pracy resztę dowiem się w rozmowie, a jeżeli okaże się że pracownik oszukiwał w rozmowie kwalifikacyjnej potem idzie na bruk.
Jak to RZECZYWISCIE wyglada w firmie
Przychodzi szef kadr do dyrektora zarzadzajacego ze stosem cv w reku i mowi "Panie dyrektorze, oto 40 kandydatow na stanowisko pana asystenta'. Tamten bierze do reki plik papieru, chwyta na oko polowe, wrzuca do kosza i mowi "Nie potrzebujemy w naszej firmie pechowcow".
Sformułowania, które zepsują każde CV
No aktualne,a jakie ma byc.To zatrudnienie odnośnie Indesitu -to nawet tego nie moge pokazac.Niech się teraz nie wypierają w żywe oczy wogóle nikt prawie na oferty składane nie odpowiadał,tylkopare osób, z czego nic niebylo.Są mi winni odszkodowanie - 25.000 zł.Za,że się tak wyraże mienie gdzieś osoby inieodpisywanie na oferty pracy wysyłane przez maila.W Cv mieli podane wszystkie dane kontaktowe.O co im chodzi?W poniedziałek 15tego rozpoczne krucjate.
Przecież to jest proste jak flaki w oleju!
Po przemianach namnożyło się tych firm HR-owskich, bo obiboki za coś kasę muszą brać.
Więc wymyślili firmy rekrutacyjne.
Azjatyckie firmy w Polsce od HR owców biorą jedynie lidzi na czas określony.
Wśród nich wyłapują tych co mają zdolności i już im N
HR-owcy nie są potrzebni do budowania kadry. Sami sobie ją buduję z tych zdolnych i kumatych.
Wystarczy zdelegalizować firmy rekrutacyjne i porządek szybko wróci na właściwe tory.
Taka mała uwaga
Zauważyłem pewien trend na dzisiejszym rynku pracy. Otóż potencjalni pracownicy prześcigają się w cudacznych CV, ale to oczywiście nie pozostaje bez odpowiedzi ze strony pracodawców, którzy czasem wymyślają równie śmieszne "oferty pracy". Ot, taka prosta zasada akcji i reakcji.
Osoba poszukująca pracy pisze, że zna biegle angielski - w mowie i w piśmie - po czym nie potrafi się umówić telefonicznie po angielsku z potencjalnym szefem na rozmowę. Idiotyzm prawda ?
Ale z drugiej strony - szukam dla siebie praktyki (jako, że jestem studentem) i znajduję taki oto "kwiatek" - praktyka bezpłatna - wymagania : minimum rok doświadczenia w zawodzie ...
Moje pytanie jest takie - kiedy mam zacząć pracę, skoro po studiach nie mam doświadczenia w zawodzie, a gdy szukałem pracy przed studiami to wyśmiewano mnie, że nawet nie zacząłem jeszcze studiów - a co dopiero doświadczenie zawodowe...
A może powinienem wyjechać ? Może w tym kraju ludzie po prostu się nawzajem nie szanują i to jest problem - a nie kto co umie i ile chce zarabiać ?
Najogólniej mozna stwierdzić, że docenienie i kariera zależy sporo od tupetu.
a niekiedy mniej od talentu. W różnych, często tych mniej wymiernych dziedzinach. Myślę,że niestety tak w Polsce jest. Nie wiadomo co dziś bardziej liczy się w krajach zachodnich, ale w Polsce talenty się często marnuje, a inne czynniki odgrywają bardziej rolę.
prawda jest następująca...
na każde wolne stanowiska przypada kilkudziesięciu lub kilkuset chętnych i trudno zgadnąć jaka cefałka się komu spodoba. Jedno jet pewne. Od cefałek miejsc pracy nie przybywa. No chyba że tym co trudnią się pisaniem cefałek
zabawne ...
możecie (możemy) sobie pisać CV śmialo :) i tak dostanie prace znajomy prezesa, bądź tego co werbuje pracowników :)
Namnożyło się tych doradzających
i zarabiają na naiwnych.Kto przywiązuje wagę do CV?Kumoterstwo,znajomości,rodzina i nic więcej.Spójrzcie na media.Ciągle Ci sami.Odchodzą z jednych stacji i już są niezbędni w drugich.Kruk krukowi oka nie wykole.
praca
swieta prawda kolego!! polska to dno, nie dosc ze nie ma tam pracy to jeszcze wszyscy po koleji robia wsztko zebys tej pracy nie dostal, przesluchania jak na mlicji jak piszesz na glupie stanowisko sprzeadwcy czy przykladowo kierowcy, rozumiem stanowiska wyzszego szczebla... a na marginesie dodam ze w IRL. jest tak samo jak w UK.
SZKODA GADAC...
Wedlug mnie to co sie w Polsce dzieje to jest tragedia. Przed wyjazdem z kraju mialem rozmowe o prace w firmie ITServis, jezdzilem 2 razy do Zielonej Gory na rozmowe, najpierw gadka z babka od HR, pozniej test na inteligencje, pozniej rozmowa z szefem itp. Czulem sie jak bym ubiegal sie o prace managera a to byla jedynie oferta pracy na stanowisko sprzedawcy sprzetu komputerowego za 1000zl netto. Zadzwonili do mnie, ze oferuja mi ta PRACE, ale ja to zlalem, juz myslalem o wyjezdzie z kraju. To bylo ponad 3 lata temu. Teraz mieszkam w UK i pracuje jako IT support w Wolverhampton od 5 miesiecy. Rozmowa o prace byla nieporownywalnie inna niz te w Polsce, bardzo mila atmosfera, ludzie naprawde chca sie czegos dowiedziec o mnie jako czlowieku i tego czym sie zajmowalem. Maja wielki szacunek do ludzi, nie czulem sie gorszy przez to, ze mowie z innym akcentem. Chcialbym wrocic do kraju, ale stres zwiazany z szukaniem pracy i rozmowami skutecznie przesuwa date mojego powrotu do ojczyzny. Pozdrawiam!
troche glupie uwagi
Niektóre uwagi są głupie i nie pasują do każdej branży, głównie informatycznej. Napisanie w CV,że ktoś napisał program w PHP jest pustą informacją, napisał jeden program czy co - jeden program to sobie każdy może napisać korzystając z jakiegoś przewodnika.
Przypomina mi się sytuacja z przed
kilku lat, gdy bezrobocie wynosiło 20 %, wtedy też tak ważne było ważenie każdego słowa, a rady HR-owców wręcz chłonęło się niczym najlepszą poezję. Potem nasz rynek opuściło kilkaset tysięcy pracowników, powstało trochę nowych miejsc pracy, więc wysyłało się normalne CV, czasem w ogóle i po prostu szło się do pracy. Ale znów wracają czasy, gdy trzeba stawać na głowie i zgadywać jakie widzimisię będzie miał rekruter i czeka.
Ciekawe
Najpierw piszecie, że nie należy używać sformułowań typu odpowiedzialność, komunikatywność, umiejętność pracy w zespole... a na końcu zaznaczacie, iż to właśnie takich "odpowiednich słów" szukają rekrutujący nowych pracowników. I gdzie tu sens???
_______ wypełnij puste pola_______
Po co te CV i listy motywacyjne? Co ma człowiek napisać jak potrzebuje na chleb zarobić i wszystko mu jedno co będzie robił? Skoro uczciwość jest najważniejsza, to w liście motywacyjnym należałoby napisać NIE CHCĘ TU PRACOWAĆ, BO PRACA JEST PONIŻEJ MOICH KWALIFIKACJI, NISKOPŁATNA, ALE MUSZĘ PODJĄĆ BYLE JAKĄ PRACĘ GDYŻ NIE MAM Z CZEGO ŻYĆ. Jaki pracodawca zatrudniłby taką osobę? Szczerość trzeba między bajki włożyć. Ktoś w komentarzu napisał o sprzątaczkach. Pani starająca się o takie stanowisko ma napisać, że chce pracować akurat u tego konkretnego pracodawcy, bo podobają jej się podłogi, które będzie sprzątać? Śmiech na sali. Każdy pracodawca powinien mieć gotowe formularze do wypełnienia. Wypełniasz rubryczki, ewentualnie na końcu piszesz coś o sobie, jeśli spełniasz formalne wymogi pracodawcy zostajesz zaproszony na rozmowę (nie przesłuchanie czy przypadkiem w ciąży nie jesteś).
???????????????? !!!!!
.... aż tylu chętnych ,żeby zostac....psem ??? !!! - co to sie porobiło..... SZOK !
