Każdy, kto pracował mógł za komuny żyć jak w raju. Biedny był ten co tego chciał, albo nie mógł pracować. Jak się mało zarabiało, zawsze można było dorobić. Opłaty to było mniej więcej 10-20% pensji, reszta była na konsumcję. Dzisiaj proporcje są akurat odwrotne, a bieda jest powszechna. Zastanawiam się, kto pisze te wszystkie artykuły na temat tzw. komuny. Niewątpliwie mieszkaniec Warszawy, zwanej pępkiem świata. Jak w Warszawie jest z czymś problem, czegoś nie ma, w sklepach kolejki, to oczywiście w całej Polsce jest tak samo. W latach 80-tych dużo podróżowałam po Polsce, zarówno w celach zawodowych, jak i prywatnych, i śmiać mi się chce, jak czytam artykuły w podobnym tonie. Nic w sklepach nie było, wszędzie długie kolejki w oczekiwaniu na dostawę, po pralkę dwa tygodnie w kolejce. Przykład? w 82 roku nastała moda na kolejki pod zakładami produkującymi różne sprzęty, sprzedawane w przyzakładowych sklepach. We Wrześni, w zakładzie produkującym głośniki stało się dwa tygodnie, w DIORZE za sprzętem radiowym to samo. W tym samym czasie w Lublinie, w zwykłym sklepie RTV można było kupić cały ten asortyment bez kolejki, wybierając w kilku rodzajach. W mniejszych miastach można było kupić bez problemów wiele rzeczy, w sklepach spożywczych nikt nie rzucał się na dostawę czegoś tam, bo na półkach stał nie tylko ocet. Co najwyżej przed dostawą czegoś zabrakło, a w mięsnym były nie tylko puste haki. Nie było problemów z kupieniem ubrań, chociaż różne było zaopatrzenie, a często ludzie wykupywali na zapas, za to w prywatnych sklepach można było kupić wszystko. W sklepie cukierniczym, dwa dni po dostawie był ograniczony wybór, ale w prywatnych był cały asortyment. Kolejki po sprzęt AGD, czy RTV w małym mieście były kilku osobowe i wyglądało to tak, że pani sklepowa dzwoniła lub prosiła kogoś o przekazanie, że pojutrze przywiozą, więc trzeba odebrać, natomiast pani Zosia będzie musiała poczekać na nastepną dostawę, bo przywiozą tylko trzy sztuki, a są cztery osoby zapisane, nikt pod sklepem nie stał. Mięso było na kartki, ale rodziny z dziećmi dostawały taki przydział, że połowę odsprzedawały, bo nie były w stanie tego przejeść. To samo z innymi kartkowymi artykułami. Kwitł handel wymienny, ja wymieniałam alkohol, papierosy, tłuszcze na cukier i słodycze. W dużych miastach, najczęściej w centrum, ludzie rzucali się na dostawę wszystkiego, ale w mniejszych nie, a ile % Polaków mieszka w dużych miastach? Poza tym okres pustych półek trwał ok. 2-3 lat, natomiast komuna trwała 45 lat. Dlaczego więc o tym się nie pisze. Puste półki to wina komuny? To dlaczego w Czechochosłowacji, Węgrzech, Bułgarii, Rumunii nie było pustych półek? To też były kraje socjalistyczne. Na mieszkanie czekało się po 10 lat? Jak się miało pecha, bo istniał cały system omijania kolejki do spółdzielczych mieszkań, bo komunalnych w ogóle się nie budowało. W mniejszych miastach czekało się 2- 5 lat.
odpowiedz