18oo zł to wg ciebie baza??? Nie bądź śmieszny! Jestem nauczycielem mianowanym (od roku), studia magisterskie kierunkowe + 3 podyplomówki (w tym 2 kwalifikacyjne), egzaminatorem OKE, uczę w szkole średniej. Zarabiam ok. 1800 zł na rękę (ze wszystkimi dodatkami - stażowy- 20 lat pracy, motywacyjny - innych dodatków nie mam). Nadgodziny prawie się nie zdarzają. Dyrekcja - zgodnie z zaleceniami kuratorium -oszczędza na nauczycielach, dając nam darmowe godziny np. za lekcję w następnym tygodniu, łącząc 2, a nawet 3 klasy na jednych zajęciach, itp.
Korki? Owszem, miewam. Nie rozumiem jednak takiego nastawienia,że korki to łatwy pieniądz. Jeśli chcesz, spróbuj... Aby wyrobić sobie markę, trzeba się do nich solidnie, na bieżąco przygotowywać, inaczej NIKT nie będzie chciał do ciebie przyjść. Tylko dzięki solidnemu podejściu, co w moim przypadku łączy się z kilkugodzinnym, codziennym przygotowywaniem się do pracy (klasówki, testy, literatura fachowa, itp.), można mówić o jakimkolwiek zarobku. Teraz to JA wybieram osoby, pragnące się uczyć na korepetycjach, na dodatek z polecenia, a nie z ulicy. Korepetycje to jednak niewielki zastrzyk gotówki (ok. 200 zł/ msc).
Nadmienię jeszcze, że nie mam i nie będę miała własnego mieszkania (bank nie udziela kredytów samotnym nauczycielkom - nie mamy zdolności kredytowej),mieszkam kątem u rodziców, mam syna studenta, który od wielu lat nie był na porządnych wakacjach, o sobie nawet nie wspominam. Letnie wakacje to dla mnie strata czasu, bo i tak mnie nie stać na wyłożenie 2000 zł za tygodniową wycieczkę zagraniczną.
Jestem rozgoryczona i zła czarnym PR, który robią nauczycielom zawistnicy. Nie stać mnie na nic, a pieniądze wydaję na bieżąco. Oszczędności nie posiadam. Jak tylko zdarza mi się zaoszczędzić niewielką kwotę, zaraz pojawiają się nieprzewidziane wydatki typu: zdarte buty syna (200zł), lekarstwa, itp. Jestem dobrą nauczycielką - mam renomę, szacunek i... tylko to. Po wielu latach, mimo powołania, zastanawiam się nad zmianą zawodu. Na dzień dzisiejszy moja przyszła emerytura, wyliczona przez ZUS to jakieś 600 zł. Mam dość. Zastanówcie się, kto będzie uczył wasze dzieci, jeśli będziecie tak opluwali nauczycieli. Aha. Znam dziewczynę (była uczennica z mojej szkoły), która studiuje polonistykę. Przez całą szkołę średnią czytała jedynie bryki, nie skalała się czytaniem książek, maturę (poziom podstawowy) napisała na poziomie 40%. Obecnie jest na 2 roku studiów, a za 3 lata będzie uczyć wasze dzieci. TAKICH nauczycieli będziecie mieli. Pokolenie gimnazjum i bryków niedługo wkroczy na ścieżkę zawodową. Ja już nie mam złudzeń. Nigdy nie będę przyzwoicie zarabiać w tym zawodzie, więc... adieu! Dość karmienia siebie i rodziny złudzeniami oraz... powietrzem!
odpowiedz